Wypadek: zatonięcie jachtu s/y Nemea

Jacht Nemea ze strony firmy Skaut

Smutna historia, ale wydarzyło się:
Pan Michał Imianowski potwierdził fakt zatonięcia jachtu s/y Nemea, którego nazwa mylnie podawana była w części depesz jako s/y Linea.
Wypadek miał miejsce 3 mile od brzegu w okolicach Klintholmu, w niezbyt przyjaznej pogodzie.
Firma Skaut, którą reprezentuje pan Imianowski nie była właścicielem jachtu, jedynie pośredniczyła w czarterze. Wg firmy Skaut, jacht posiadał kompletną i ważną dokumentację, a przed sezonem przeszedł gruntowny remont. Jacht prowadzony był przez doświadczonego kapitana.
Załoga jachtu wezwała pomoc, ponieważ nie mogła opanować poważnego przecieku. Ilustruje to fakt, jak ważna jest umiejętność wzywania pomocy, komunikacji  z MRCC i znajomości procedur.

Helikopter duńskiego SAR uratował 3 członków załogi, pozostałych 3 zostało podjętych przez statek ratowniczy, który odstawił uratowanych do portu Klintholm.
Nemea to stalowa jednostka typu Venturo, dł 10,5 metra, wyporność 9,5 tony, o powierzchni żagla 38 mkw.

Zapraszam do dyskusji wszystkich bosmanów, kapitanów i wilków morskich, którzy przekonywali mnie że to idiotyzm wymagać tratwy do żeglugi w P20. Niech to teraz powtórzą.

Tyle faktów, zero spekulacji, czekamy na dalsze informacje

16 comments to Wypadek: zatonięcie jachtu s/y Nemea

  • David Stettiner

    Kto, Jaki Urząd i Inspektor wydał Certyfikat Bezpieczeństwa na nabierający wodę i tonący jacht,
    tonący z ludźmi kuter i…
    tonącą z Załogą pogłębiarkę Rozgwiazda?
    Czy broni ich przed karą Ustawa o Cenzurze Ustawą o Ochronie Danych Osobowych zwaną?
    Załoga Jachtu miała szczęście, że to Duńczycy ratowali, bo ratowali ludzi, nie zwłoki “uratowane” z pogłębiarki Rozgwiazda 8 mil od polskiego brzegu, naście mil od bazy helikopterów ratowniczych MW w Darłowie!

  • Greg

    Jeśli prawdą jest to co podało TVN24 to akurat w tym wypadku tratwa była na pokładzie ale “NIE ZADZIAŁAŁA”. Tratwa nie pomogła tez rybakom z WLA-127 czy Rozgwiazdy. Znane sa tez liczne przypadki gdy załoga zbyt wcześnie przesiadła sie na tratwą a jacht przetrwał sztorm i został odzyskany. (regaty FASTNET 79, s/y Rzeszowiak) Nie ma środków technicznych gwarantujących w 100% uratowanie rozbitków a na pewno nie uratują ich zadne swistki typu karty bezpieczeństwa, certyfikat, orzeczenia zdolnosci zeglugowej i grube tomy przepisów wydawanych przez urzędników zza biurka. Przepisy i rozdęte wymagania przez lata skutecznie blokowały możliwość swobodnego żeglowania polskich jachtów. A statki tonęły, toną i tonąc będą bo na morzu tak juz jest.

  • David Sterttiner

    Servisant wydający certyfikat na tratwę która nie zadziała powinin automatycznie tracić uprawnienia servisowe na całe
    życie.
    Na Janie Heveliuszu, ci co wcześniej przesiedli się do tratw, za wyjątkiem tych odwróconej przez linę ratowniczą helikoptera i elektryka uderzonego głową w kadłub statku ratowniczego Arkona – żyją.
    Ci co wydają Certyfikaty Bezpieczeństwa dla statków,które w kilka minut toną jak pogłębiarka Rozgwiazda, czy prawdopodobnie kuter WŁA 127, powinni także natychmiast tracić uprawnienia tak, jak to utraciło 2-ch Inspektorów ABS po wydaniu Certyfikatów dla statku m/v Cachimba – 10 000GT wysłanego w Szczecinie przez Autora decyzją szefa ABS z Gdyni Pana W. na złom!!!
    Bo jak powiedział szwedzki Inspektor Niklas Anderson osobie proszącej o odstępstwo od wymagań bezpieczeństwa promu polskiego(sic!!):
    “Panie Dyrektorze, na bezpieczeństwo trzeba wydać wszystkie pieniądze, bo w drugim życiu nie będą już potrzebne!”
    pozdrawiam żeglarzy
    żeglarz s/y ŚMIAŁY w rejsie w sztormie po Bałtyku 1963 rok

  • Jacek

    Panowie, nie przesadzajcie, ferujecie wyroki a nic nie wiemy de facto o okolicznościach zatonięcia WŁA 127, o Rozgwieździe wiemy tyle co z mediów. Załoga Nemea też jeszcze nie podała swojej wersji.
    Morze jest okrutne, nie to że bronię urzędników ale nawet najlepiej skonstruowane i zbudowane statki idą na dno. Po prostu marynarz jest to bardzo niebezpieczny zawód, i w przeciwieństwie do górników niezbyt rozpieszczany.

  • skippi

    Jeszcze w sprawie ratownictwa. Byłem oficerem w rejsie s/y ” Stomil ” w ’91, który zakończył się na wschodnim falochronie Świnoujścia. Abstrahując od popełnionych błędów nawigacyjnych, zawodowi ratownicy w Polsce nie mają pojęcia jak ratuje się ludzi na morzu. Fakt że rzecz działa się 18 lat temu nie ma znaczenia, bowiem podejrzewam że od tamtej pory nic się nie zmieniło.
    Kilka lat temu w Łebie byłem świadkiem rozmowy dwóch ratowników którzy zalewając się łzami ze śmiechu opowiadali jak ich kolega podjął się swoją łodzią SAR, holowania wyładowanej piachem szalandy, wyrywając pachoł cumowniczy na rufie i tym samym eliminując łódź na dłuższy czas z eksploatacji. Łódź ratowniczą!
    Zaś wszystkie certyfikaty, świadectwa, orzeczenia i karty bezpieczeństwa to jedna wielka ściema, uzasadniająca potrzebę istnienia urzędasów. Do żeglugi dopuszczane są jachty w opłakanym stanie, jachty które miast w morze, powinny natychmiast wrócić do stoczni na remont generalny lub na złom. Jestem kapitanem, po morzu pływam 25 lat i wydaje mi się że wiem co mówię :(

  • barnakiel

    Dla mnie tratwa na P20 to glupota, tak samo jak samo P20, a ze jacht czarterowy powinien tratwe miec, to osobny temat do dyskusji (ja uwazam, ze powinien).

    Ale jak bedzie bezwzgledny i uniwersalny wymog tratwy, to bedziesz ja musial miec w srodku lata, na Tangu, plynacym mile od brzegu, z Kolobrzegu do Darlowa …. naprawde uwazasz, ze to konieczne ??? No to grzej stary do sklepu i kladz na lade tysiac EURO. Rozne “wladze”, “zwiazki” tylko na te kase czeaja! Notabene – tego tysiaca nie wydasz na kilka innych ‘mniej waznych’ rzeczy – jak remont silnika, naprawa zagla ….. (no chyba, ze jestes milionerem). No ale bez zagla i silnika zeglowac sie da, bez tratwy (Twoim zdaniem) nie.

    Bezpieczenstwo to nie tratwa, EPIRB ani GPS, raczej umiejetnosci, stan jachtu i nie zeglowanie w zlej pogodzie w rejonach trudnych (to ostatnie czasem niemozliwe do spelnienia – i dlatego wlasnie musza byc najpierw umiejetnosci i solidna lodka).

    barnakiel

  • Jola

    Barnakiel,
    gleboko wierze ze na tangu, w srodku lata, mile od brzegu wole miec tratwe niz zasuwac wplaw do brzegu, zwlaszcza przy południowym wietrze.
    widziales kiedys podłogi pływające w mesie? bo ja tak. I gwarantuje Ci ze wtedy bys nie powiedzial ze Ci szkoda 1000 euro na tratwe bo to glupota i ze żagle są wazniejsze. “pieniadze na bezpieczeństwo trzeba wydac w całości w tym życiu, bo w następnym może nie byc okazji”
    poszukaj sobie informacji o bawarce która przy gotlandii zaczela brac wode pod Gotlandia (czy Olandia) z powodu wyrwania mocowania trzonu steru.
    do tego możliwosc ewakuacji z tratwy na helikopter w przypadku niespodziewanej potrzeby zabrania kogos na ląd- wierz mi tratwa twoj friend.
    ciekawi mnie rowniez dlaczego tratwe uwazasz za głupotę w p20 a dalej to nie. (wiem nie ma juz p20).

  • Greg

    Każda forma aktywności związana jest z jakimś ryzykiem. Nawet przechodzenie przez ulice na pasach bywa śmiertelnie niebezpieczne. Jednak podejmowanie ryzyka jest rzeczą powszechnie akceptowaną i konieczną gdyż alternatywą byłby kompletny brak działania. Przekonanie. ze ryzyko można wyeliminować tylko poprzez zakup kosztownego wyposażenia oraz egzekwowanie szczegółowych przepisów wymyślanych przez urzędników wydaje mi się absurdalne.
    Żeglowanie małą łódka ze Świnoujścia do Dziwnowa czy do Sassnitz nie jest tak ekstremalnym i ryzykownym wyzwaniem aby uzasadniać wyposażanie jej w atestowaną tratwę, SART, EPIRB, UKF z DSC, 12 rakiet, pławkę dymna, 2 gaśnice , koc azbestowy, 2 kotwice i 7m łańcucha itd. itp. Smieszne ? A przecież jeszcze niedawno Wielcy Urzędnicy nie wyobrażali sobie wyjścia w morze bez tych wszystkich absolutnie niezbędnych przedmiotów.
    Może zamiast wydać 15 000 zl (co w praktyce dla wielu oznacza rezygnacje z rejsu ) lepiej przeanalizować dobrze prognozy pogody, wybrać odpowiednią trasę i dzień z odpowiednim wiatrem i fala i odbyć piękną i bezpieczną wycieczkę. Może na taki 10 godzinny rejs, wystarczy ręczna UKF-ka, 4 flary, pławka dymna i kamizelki dla każdego załoganta.
    A może można tak pływać bezpiecznie od portu do portu całymi tygodniami.
    W ten sposób na małych łódkach żegluje dziesiątki tysięcy ludzi na całym świecie.
    Statystyki wcale nie wskazują na to, ze sa to ekstremalnie szaleni straceńcy ryzykujący życiem swoim i rodziny. Statystyki wsakzuja ze jezdzenie samochodem po Polsce bez tratwy i EPIRBa jest zdecydowanie bardziej niebezpieczne.

  • Jola

    Chyba sie niejasno wyrazilam- przepraszam i jeszcze raz:
    Po pierwsze, na szczęscie mamy w miare wolne zeglarstwo i kazdy moze plywac jak chce.
    Urzędnicy powinni miećjak najmniej do powiedzenia.
    Więc po drugie, jesli ktos nie chce zabierac tratwy, SART, EPIRB i tego co wymieniles to jego wolna wola.
    Powiem więcej, jak dla mnie może sobie nawet ponawiercać dziurki w kadłubie i pompować 400 pompek na wachtę jeśli go to bardziej nakręci

    Ale ja będę pływać z tratwą, nawet jedną mile od brzegu,
    bo nowoczesne tratwy są małe i niedrogie i będą coraz tańsze.
    To mi przypomina dyskusję o światlach nawigacyjnych
    Teraz raczej wszyscy je palą a lata temu zapalano je tylko jak kogos innego widziano “bo słabe akumulatory”.
    wiec czasy sie zmieniaja a za pare lat wszyscy uznaja ze tratwa to nie jest głupia rzecz.

  • skippi66

    Jolka, masz rację. W rejsie do Sassnitz można się obyć bez epirba czy gps – a, ale tratwę, ukf, i rakiety należy BEZWZGLĘDNIE mieć na pokładzie. Także prognozę.
    Może na Tangu, milę od brzegu nie potrzeba, nie wiem, nigdy nie pływałem Tangiem milę od brzegu. W ogóle nigdy nie pływałem żadnym Tangiem.
    Zamiast milę od brzegu, lepiej leżeć na brzegu ( czytaj – plaży ) i obcą kobitę po krzyżach klepać. Koniecznie obcą.
    Prawda Jolu? :)

  • Jacek

    1 mila morska to jest 37 basenów olimpijskich albo 74 zwykłe
    rozumiem,ze ci co nie wożą tratwy potrafią machnąć te parę basenów w zimnej wodzie w sztormiaku i w kaloszach z ręką na plecach

    a tu opis akcji ratowniczej wypadniecie z jachtu Moja Maria

    http://groups.google.pl/group/pl.rec.zeglarstwo/browse_thread/thread/6cf3e67805d0e9af#

  • Greg

    Wypadek na Mojej Marii to kolejny przykład na to, ze tratwa nie gwarantuje bezpieczeństwa. W tym przypadku zdecydowanie bardziej pomocne byłyby szelki asekuracyjne lub kamizelka asekuracyjna. Skipperowi Mojej Marii nie pomogły tez promile we krwi załoganta niezdolnego do podjęcia skutecznej akcji ratowniczej.
    Najlepsza tratwą jest nasz jacht. Jeśli jest solidnie zbudowany i dobrze przygotowany i z komorami zapewniającymi pływalność po zalaniu to zapewnia zdecydowanie większe bezpieczeństwo niż tratwa. Na tratwach umarło juz wielu rozbitków ( Busko Zdroj, Estonia itp.) Ja wcale nie zniechęcam do posiadania tratwy.
    Przeciwnie jesli tylko armatora na to stac to POWINIEN ja sobie kupic ale jesli na razie jeszcze nie masz tratwy to musisz zadbac o kondycje swojego statku bo tylko na niego możesz liczyc.
    A to zwykle wpływa lepiej na bezpieczeństwo niz poleganie na tratwie.

  • Julek

    jesli by byla taka mozliwosc to prosze Pana o nicku Skippi o kontakt mailowy. jawor44 (małpa) o2.pl

    pozdrawiam
    Julek

  • Konrad

    Tratwy powinny byc na wyposazeniu jachtow to jest logiczne chociazby dlatego , ze Baltyk jest zimnym morzem i szansa doczekania zywym pomocy ratownikow w kamizelce ratunkowej jest niewielka.
    Jednak decyzja o tym czy miec tratwe na pokladzie nalezec powinna do kapitana jednostki .
    Pozostaje jeszcze temat znajomosci zasad korzystania w trudnych warunkach sztormowych z tratwy ratunkowej .
    Czy uczy sie tego naszych dzielnych sternikow jachtowych majacych teraz otwarta droge na wszystkie morza swiata?
    Relacje z wypadkow morskich swiadcza ,ze jest to powazny problem .
    Pamietajmy jednak ,ze najbezpieczniejsza “tratwa “jest nasz JACHT i powinnismy tak dlugo jak to jest mozliwe starac sie pozostac na nim.( Opuszczenie s/y KMICIC -CARTER 30 podczas gwałtownego sztormu na Bałtyku 2001 )
    Zycze wszystkim aby tratwa pozostala w kazdym rejsie nieuzytecznym ,ale sprawnym dodatkiem do bezstresowej zeglugi.
    Konrad

  • Hiszpan

    Myślę, że zdrowego rozsądku i dobrego szkolenia nie zastapi nic, nawet najlepsza tratwa. Systematyczne dbanie o stan techniczny jachtu, rozsądek przy podejmowaniu decyzji, odpowiedzialność za załogę, solidna wiedza i coś co teraz mało popularne – brak wiary w cuda.

  • Max

    Więc po drugie, jesli ktos nie chce zabierac tratwy, SART, EPIRB i tego co wymieniles to jego wolna wola.
    Powiem więcej, jak dla mnie może sobie nawet ponawiercać dziurki w kadłubie i pompować 400 pompek na wachtę jeśli go to bardziej nakręci