Jeśli nas lubisz, dołącz do nas na Facebook

Zdjęcia: WWW.MAGDALENA-LASOCKA.COM

REKLAMA
Biologiczne oczyszczalnie przydomowe Biokube:
Zostań dystrybutorem

Filmy

w zakładce Filmy znajdują sie 3 klipy
To jest kontynuacja bloga SZEKLA.BLOGSPOT.COM

Trójkąt bermudzki na Bałtyku?

sjofart.png
To pewne, mamy swój własny trójkąt,
można go wykreślić pomiędzy Gdańskiem, Kopenhagą i Sztokholmem. :)

Analizując materiały do poprzednich artykułów, doszedłem do wniosku, że na obszarze Morza Bałtyckiego ma miejsce szereg zadziwiających wypadków, które dorównują wielokroć osobliwością wypadkom opisanym przez badaczy Trójkąta Bermudzkiego. Dotyczą one jachtów i innych jednostek pływających często pływających pod naszą banderą, lub też z naszymi żeglarzami na pokładzie, i z tego powodu można rozważać podjęcie bardziej stanowczych działań, lub wręcz utworzenie jakiejś Wysokiej Komisji. Na początek postanowiłem spisać wszystkie znane mi fakty, aby zapoczątkować jakąś w tej sprawie dyskusję.

Tajemnicze zniknięcia polskich jachtów.

Przez wiele lat nie informowano opinii publicznej, że w marinach Niemic, Danii i Szwecji zdarzały się od czasu do czasu wypadki tajemniczych zniknięć całych jachtów wraz z załogami. Przeważnie wychodziły one na jaw we godzinach porannych rannych, gdy dokonujący obchodu Hafenmajster z przerażeniem odkrywał pustkę w miejscu gdzie jeszcze wieczorem stał wesoły i roześmiany jacht pod polską banderą. Zastanawiający jest fakt, że osoby przebywające na pobliskich jachtach nie pamiętają z reguły żadnych nadzwyczajnych wydarzeń, formacji świateł przesuwających się bezgłośnie po niebie ani świetlistych wirów na powierzchni wody. Nieliczni pozostali świadkowie, którzy decydowali się zabrać głos w tej sprawie zasłaniają się niepamięcią, rzekomo wywołaną spożyciem napojów, którymi częstowały ich wcześniej zaginione załogi. Sprawa ta nigdy nie została do końca wyjaśniona przez władze i ośrodki naukowe, bowiem okazało się że zjawiska te szybko ustały w przystaniach, w których wprowadzono zwyczaj poboru opłat portowych z góry, a nie dopiero następnego dnia nazajutrz. Wyjaśnia to zagadkę, dlaczego musiałem wielokrotnie płacić z góry za postój w marinie w Sassnitz.

Teleportacja i nieciągłośc czasoprzestrzeni.

Analizując uważnie dzienniki jachtowe z lat dziewiędziesiątych aż do końca XX w, wielokrotnie można natknąć się na opisy zadziwiających zdarzeń teleportacji. Omówmy je na przkładzie jednego wydarzenia które miało miejsce na obszarze Bałtyku Zachodniego. Oto relacja świadka, który zgodził się opowiedzieć o szczegółach pewnej wyprawy pod warunkiem zapewnienia mu anonimowości: Jacht żaglowy typu Carter 30, wyszedł w rejs stażowo-szkoleniowy ze Swinoujścia. Załogę stanowiło 3 żeglarzy jachtowych pod dowództwem sternika jachtowego z niewielkim stażem morskim. Prognoza pogody na najbliższe 24 godziny przewidywała wiatry zachodnie 2-4B z zachodu, skręcającego na północny zachód. Po opuszczeniu główek portu w godzinach południowych jacht kontynuował żeglugę kursem w kierunku Sassnitz i dalej Kopenhagi. Po wielu godzinach żeglugi, w nocy i w warunkach słabej widoczności, Carter wpłynął w tajemniczy pas mgły unoszącej się nad falami morza. Oddaję głos naocznemu świadkowi: „Wpłynąwszy w ten dziwny pas mgły wiatr zelżał a fale wygładziły się. Spokojna żegluga trwała około kwadransa. Po opuszczeniu zamglonego obszaru, wiatr i fala pojawiły się ponownie. Po kolejnych trzech kwadransach żeglugi, oczom sternika ukazały się niezidentyfikowane światła na brzegu. W tym namiarze nie spodziewaliśmy się żadnych świateł, więc sięgnęliśmy po GPS aby ustalić pozycję. Okazało się jednak że baterie zakupione tuż przed wyjściem z portu są wyczerpane. Zapasowy komplet nowych baterii również dziwnym trafem był wyczerpany. Po dalszym zbliżeniu się do świateł, okazało się że jesteśmy na podejściu do portu Rönne na Bornholmie”. Uważna analiza zapisów wzorowo prowadzonego dziennika jachtowego i kursów kreślonych na mapie wykazywała, że jacht cały czas zmierzał wzdłuż kredowych klifów przylądka Arkona. Mimo to, po przejściu przez obłok jacht faktycznie znalazł się kilkadziesiąt mil na wschód od pozycji, na której powinien się znajdować.

Dziennik jachtowy kontra paragon z knajpy

Na tym samym obszarze, w bardzo podobnych okolicznościach załoga innego polskiego jachtu wpadła na krótko w nieciągłość czasoprzestrzenną. Doświadczyli oni na własnej skórze uczucia kiedy fizycznie znajdowali się jednocześnie w dwóch miejscach. Byli obecni w tawernie w Gudhjem (północne wybrzeże Bornholmu), a w tym samym czasie kończyli żeglugę jachtem na trasie Sassnitz – Trelleborg – Ystad – Gudhjem. Ten fizyczny paradoks zakończył się gdy jacht zawinął do Gudhjem (Dowód: zapisy w dzienniku jachowym), a było to kilkanaście godzin po tym kiedy opłacili obszerny rachunek w knajpie (Dowód: paragon z datą i godziną z kasy w restauracji). Szkoda że dziennik jachtowy nie miał granatowych okładek, może by to pomogło wyjaśnić tę zagadkę :)

Deklinacja magnetyczna

Istnieje kilka teorii które starają się wyjaśnić te zagadki. Powyższe dwa wypadki można próbować wyjaśnić skomplikowaną budową geologiczną Bornholmu. Południowo-wschodnia część wyspy charakteryzuje się wybrzeżami typu piaszczystego i najszerszą bałtycką plażą w okolicach latarni Dueodde. Z kolei północno-zachodnia część wyspy charakteryzuje się pionowymi ścianami skał o pochodzeniu magmowym (Hammerodde). Skały te zawierają duże ilości rud metali (deklinacja?), a linia uskoku tych dwóch formacji geologicznych może magazynować w sobie wielkie ilości energii, niczym uskok San Andreas w Kalifornii.

Soczewka P 20

Inna teoria mówi o istnieniu tzw „soczewki P20”. Pogłoski mówią że pomiędzy Rugią a wybrzeżami Szwecji, przez wiele lat znajdował się soczewkowaty obszar emanujący niezbadaną energią. Kształt tego obszaru przypominał soczewkę i odpowiadał nakrywającym się obszarom wód przybrzeżnych Szwecji i Niemiec w promieniu dwudziestu mil od brzegu. Działanie tego obszaru zapewne przypomina energię promieniującą ze sławnej ulicy w Karpaczu gdzie ponoć samochody same jeżdżą pod górę. Analogicznie, wielu żeglarzy, którzy zamierzali przez ową soczewkę dostać się na wody Szwecji i dopłynąc do Bornholmu od północy, odkrywało, że jakaś dziwna siła odchyla kursy ich jachtów w kierunku wschodnim. Co ciekawe ważna cechą, która łączyła powyżej opisane wydarzenia, i może mieć jakiś związek ze sprawą, był fakt że oba jachty, miały w karcie bezpieczeństwa wpisane ograniczenia rejonu żeglugi do pływań w obszarze zwanym właśnie P-20.

Gotlandia i Olandia atakują

Odwrotnością znikania jest pojawianie się. Można śmiało stwierdzić że tak, jak wersją niebanalną czapki niewidki jest tryb Ciebie widzą, ty nie widzisz, tak samo interesujące może być nie tylko samo zniknięcie jachtu. Dużo ciekawsze i donioślejsze nautycznie bowiem jest pojawienie się przed jego dziobem wyspy, której zdaniem nawigatora na pewno tam nie ma. Mam tu na myśli wyjątkowo złośliwe wyspy Olandię i Gotlandię, które raz na kilka lat, spowite mgłą wyskakują przed dziobem niczego nie spodziewającym się skiperom. Te karygodne wybryki uchodziły by zapewne tym szwedzkim terytoriom na sucho, gdyby nie fakt że zbudowane są one z twardych skał, które na przestrzeni lat zadały naszej flocie jachtowej pewien uszczerbek.

Talizman rozwiązaniem

Mój pradziadek w swoich pamiętnikach opisał pewne spotkanie i rozmowę o tych zaskakujących zjawiskach. Wspomniana dyskusja miała miejsce w tawernie w Kłajpedzie, a rozmówcą pradziadka był szwedzki kapitan szkunera pochodzący z Kalmaru. Okazało się, że sprawa jest Skandynawom doskonale znana, a zatem bynajmniej nie dotyczy tylko jachtów naszej bandery (której wtedy nie było). Tenże szwedzki kapitan wyjaśnił, że co bardziej zapobiegliwi żeglarze mogą zabezpieczyć się przed złośliwością tych wysp wykupując odpowiedni talizman. Do tego celu najlepiej nadają się manuskrypty mnichów ze szwedzkiego klasztoru Sjofartsverket (Ich znakiem jest kotwica na górze posta- przerysowana z kamienia runicznego na Gotlandii) zwane po szwedzku Batsportkort, a przez brandenburczyków i prusaków nazywane Sportsbootkarten. Mają one formę prostokątnego arkusza, pokrytego skomplikowanym wzorem złożonym z prostych i krzywych linii, cyfr i tajemniczych symboli znanych tylko ich autorom. Wg niektórych badaczy linie proste są ponoć alegorią głównych kierunków świata, inne elementy wzornicze talizmanu nie zostały jeszcz jednoznacznie wyjaśnione. Jednostki wychodzące w morze i chcące uniknąć nieprzyjemności zobowiązane są wykorzystywać manuskrypty Batsportkort do pewnych rytuałów nazywanych między innymi „position plotting” i „dead reckoning”. Jakkolwiek ponuro zabrzmiałoby to słowo „dead”, rytuały te sprowadzały się do regularnego (nie rzadziej niż co jedno pianie kura, a lepiej czasem częściej) rozkładania takiego manuskryptu na stole w głównym pomieszczeniu. Stół otaczany był przez wszystkich członków załogi. Następnie osoba pełniąca obowiązki wachtowego, schodziła na chwilę pod pokład i rozpoczynała umiejętne nakłuwanie manuskryptu w odpowiednich miejscach różnymi szpiczastymi przedmiotami. Wspomniany szwedzki kapitan był gorącym orędownikiem tego rytuału, a do nakłuwania używał cyrkla nawigacyjnego i ołówka. Z tego widać że manuskrypt ucieleśniał złe moce, które odpędzano w sposób analogiczny, jak w obrzędach z użyciem laleczki voodoo. Na ilustracji obok znajduje się znak, którym identyfikowali się bracia z Sjofartsverket, pochodzący z kamienia runicznego z Gotlandii, wg szkicu sporządzonego ręką anonimowego artysty.

Lake Pejo – Statek który sam wypłynął

To kolejna zagadkowa historia, w której przewija się obszar geograficzny Zatoki Pomorskiej.

Lake Pejo był niewielkim statkiem zarejestrowanym pod banderą duńską. W trakcie rejsu do Kaliningradu jakaś nieznana siła odchyliła jego kurs w kierunku Świnoujścia. Do tego, podczas kontroli granicznej, celnicy w Świnoujściu, wykryli na nim nieoclone papierosy o wartości 1,5 mln PLN, o których załoga jak zapewniała nie miała zielonego pojęcia. W konsekwencji zarówno statek jak i załoga zostali zatrzymani. Wg informacji podanych przez prasę, po siedmiu miesiącach prokuratura prowadząca sprawę uznała że wynajmowanie firmy ochroniarskiej do pilnowania statku stojącego przy nabrzeżu Morskiej Stoczni Remontowej w Świnoujściu jest zbyt drogie dla podatnika. Przekazała więc kontrolę i obowiązek pilnowania statku…. jego własnej załodze.

Kilka nocy później, tajemnicza siła oderwała zacumowany statek od nabrzeża i powierzyła jego los wartkim nurtom Świny. O godz 0230 nad ranem w eterze portu Świnoujście rozległy się ostrzeżenia o nieoświetlonym statku bezszelestnie niesionym prądem i zmierzającym ku wyjściu na Bałtyk. Gdy statek nie zatrzymał się do kontroli granicznej, w pościg za nim wysłano ścigacz „Strażnik II”. Niestety tuż po wyjściu z portu Lake Pejo wykonał zwrot i po 3 milach znalazł się na niemieckich wodach terytorialnych. Niemieccy funkcjonariusze z Grenzschutzu nie zdołali dostać się na jego pokład z powodu dużego zafalowania, mogąc jedynie obserwować machających do nich członków załogi. (międzynarodowy sygnał wzywania pomocy?) W międzyczasie statek dotarł na duńskie wody terytorialne, gdzie ślad tej historii zaginął w papierach sądowych i kancelaryjnych.

Zastanawiająca i wiele mówiąca jest zmowa milczenia mediów, które w ogóle nie informują opinii publicznej o bulwersujących wydarzeniach przedstawionych powyżej .Z wyjatkiem sprawy Lake Pejo, sprawy te były wyraźnie wyciszane, a wypadki związane z wyspami szwedzkimi zwalane są na błędy nawigacyjne. Powyższa wstępna lista niewyjaśnionych zjawisk powstała po zebraniu faktów i informacji od wielu wiarygodnych załóg osób. Jest ona zapewne niepełna i po szerszej dyskusji może zostać znacznie poszerzona.

6 comments to Trójkąt bermudzki na Bałtyku?

  • RoyalPeter

    Ło mamusicku… To trochę jak w twierdzy wisłoujście: coś emituje tajemniczą energię (że niby jak Czakram na Wawelu). Najbardziej zaskakująca jest przytoczona teza pewnego niemieckiego filozofa o tym, że na terenie Twierdzy Wisłoujście znajduje się…. brama do innego wymiaru (!!!).
    I coś w tym musi być, gdyż w białawej, gęstej mgle znikają tam ludzie, psy, ptaki – i to zawsze na oczach świadków…
    Niestety, o zaginięciach tudzież o nagłych objawieniach się jachtów/statków w twierdzy nie słyszano:)

  • Paweł

    Nareszcie ktoś spróbował zebrać i wyjaśnić te tajemnicze fakty. Niestety, wydaje się że informacje zmwiązane z lokalną emanacją energii teleportującej czy też zakrzywiającej czasoprzestrzeń są niepełne. Zgodnie z moimi osobistymi dośwoadczeniami, obszar objęty niezwykłą anomalią rozciąga się bardziej na południe, niż wynika z przedstawionego materiału, a teleportacja dotyczy większego obsaru. Kilka lat temu zostałem teleportowany wraz z jachtem Carter z Ławicy Odrzańskiej pod Kalmar (pierwsza pewna pozycja obserwowana została zapisana u południowych wrót Kalmarsundu). Zajwisko to było poprzedzone dwugodzinnym okresem ciszy pomimo prognoz WItowo Radio, zapowiadających wiatr do 6.

  • Autor

    No i prosze, okazuje sie ze tez inni to mieli. A jacht mial w Karcie Bezpieczeństwa P-20 jak rozumiem?

  • Paweł

    Gentleman nie rozmawia o pieniądzach…

  • bartek

    Ja myślę że tych tajemniczych historii nie da się wyjaśnić w sposób naukowy, to może nasz bałtycki trójkąt bermudzki.Bardzo ciekawi mnie to co napisałeś i czy przypadkiem nie znasz więcej takich przypadków? Najbardziej chodzi mi o Gotlandię Olandię. Nie wiem czy oglądałeś program na Discovery o trójkącie i tam też pokazali jak różni piloci prosili o pomoc, jednych z nich atakował “Tajemniczy obiekt” a innego chciała złapać “Dziwna burzowa chmura”.

  • Pływam od wielu dziesiątek lat po Bałtyku.Pływałem na jachtach różnej wielkości.W ciągu rejsów spotykały mnie różne przygody.Lecz to co przydażyło mi się w ubiegłym roku (2009) do dzisiaj wprawia mnie w zakłopotanie.Na niewielkim jachcie wypłynęliśmy z Gdańska w rejs po Bałtyku.Było nas w sumie trzy osoby. W okolicach Rozewia jacht trafił w silny sztorm 10*B.Zawróciliśmy do Jastarni.Tam zrezygnował jeden z członków załogi.Następnego dnia powtórnie wyszliśmy na Bałtyk i po minięciu Rozewia pełnym wiatrem płynęliśmy w kierunku Borholmu.Po po niecałych dwóch dobach żeglugi nad ranem około 0430 obudził mnie gwar głosów.Byłem pewien że obok nas płynie szalupa pełna ludzi i wszyscy kszyczą jednocześnie w języku którego nie rozumiałem.Rozróżniałem głosy męskie i kobiece.Głosy były tak głośne i tak bliskie,że wyskoczyłem z koi w mesie z zamiarem zwrócenia uwagi koledze aby nie dopuszczał szalupy na tak bliską odległość od jachtu.Gdy wyjrzałem przez właz stwierdziłem że ani po jednej stronie jachtu ani po drugiej nikogo nie było.Kolega doświadczony sternik morski pilnował kursu wpatrując się w kompas.Byłem kompletnie zaskoczony sytuacją, której nie rozumiałem.Podejrzewałem że może zrobił mi jakiś kawał.Może włączył jakieś radio tranzystorowe,które mnie tak postawiło na nogi.Po minięciu Borholmu weszliśmy w cieśninę Sund.Po minięciu Kopenhagi zacumowaliśmy w Marinie Helsingor.Zacumowaliśmy do wąskiego pirsu (pomostu)szerokiego na około 60 cm.Zostałem sam na jachcie.Położyłem się na koi i po paru minutach odpoczynku usłyszałem powtórnie jazgot głosów na tym wąskim pomoście. Sądziłem że weszła na pomost jakaś wycieczka duńczyków,żeby z bliska zobaczyć nasz jacht.W obawie że mogą pospadać do wody z pomostu,zerwałem się z koi do włazu żeby przepędzić wycieczkę z pomostu i żeby nie doszło do nieszczęścia.Jakie było moje zdziwienie gdy na pomoście nie stwierdziłem żywego ducha. W pierwszej chwili oniemiałem, Wyskoczyłem na pokład,z pokładu na pomost,z pomostu wybiegłem na skarpę.Na górze był deptak wbiegłem tam w skarpetach.Sądziłem że wycieczka tak szybko wyniosła się z pomostu,że teraz z góry wszystkich ich zobaczę.Jednak wokół panowała tylko cisza a w dole spokojnie stały jachty.Wróciłem na jacht z pustką w głowie.Po powrocie kolegi opowiedziałem mu co mi się przytrafiło.Odpowiedział mi że i on w czsie tego rejsu słyszał jakieś krzyki i wołania wielu osób.W drodze powrotnej już nie mieliśmy trego rodzaju przygód.Trudno mi wyjaśnić co właściwie się stało.Czy było to zmęczenie, czy jakieś inne omamy nas dopadły.Postanowiłem w tym roku popłynąć w stronę Borholmu jednak nic podobnego się nie powtórzyło.Nigdy nie zajmowałem się parapsychologią ani rzeczami nadprzyrodzonymi.Gdyby kolega mój nie potwierdził tych naszych przekłamań,nigdy nie ośmieliłbym się o tym mówić,czy przelać na papier.Nasuwają mi się pytania,zupełnie niedorzeczne.Czy jest możliwe że naruszyliśmy spokój zmarłym.Przecież gdzieś na tej trasie doszło do wielkich tragedii w zimie 1945r.Przesyłam pozdrowienia również żeglarskie. Henryk

Leave a Reply

 

 

 

You can use these HTML tags

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>