Promile we krwi, Kalispera na piachu – wypadek jachtu w Łebie

News może nie pierwszej świeżosci, ale wreszcie znalazłem czas, żeby to przetrawić i skomentować. W poniedziałek 4 maja 2009, Bavaria 37 Cruiser o nazwie Kalispera utknęła na mieliźnie podczas próby wyjścia z portu Łeba. Akcja ściągnięcia jednostki z mielizny za pomocą statku Huragan zakończyła się powrotem do portu. Bosman portu wezwał Straż Graniczną i Policję, którzy to funkcjonariusze przy tej okazji wykryli alkomatem promile u prowadzącego.

Wersja SG: (super skrócona)

Rzecznik SG oświadczył, że stężenie u skipera miało wartość 0, 96 i rosło aby osiągnąć w 3 badaniu 1,14 promila. Czyn ten zagrożony jest dwuletnim wyrokiem.

Wersja załogi, z internetu (też super skrócona, podstawa grupa dyskusyjna żeglarska):

Niemożliwe żeby promile rosły. Cała historia miała miejsce po południu, a impreza odbyła się wieczorem. Wypadkowi winien jest katastrofalny stan podejścia do portu, media wszystko wyolbrzymiają,  najważniejsze że nikomu nic się nie stało.

Moje przemyślenia względem UM, Miasta Łeba, Bosmana i wszystkich “od strony lądu”:

-Łeba nigdy nie była portem przyjaznym ani łatwym ze względu na warunku naturalne- nieprzewidywalne spłycenia na podejściu. -Jacht Bavaria cruiser 37 jakim była Kalispera. nie należy ani do największych ani do posiadających największe zanurzenie. Określiłbym go jako jacht średniej wielkości.

- Naprawdę jestem ciekaw, czy bosman wykazuje się taką gorliwością przy sondowaniu portu co przy wzywaniu tzw “organów ścigania”. Panie Bosmanie, czy to działanie rutynowe czy też załoga Kalispery została w szczególny sposób za coś tam “uhonorowana” specjalną procedurą?

Moje przemyślenia względem wszystkich “od strony wody”:

-DNIA 04-03 GODZ. 14:02 OSTRZEŻENIE NAWIGACYJNE NR 068 BAŁTYK

POŁUDNIOWY. WYBRZEŻE POLSKIE. DO PORTU ŁEBA. NIEBEZPIECZNE SPŁYCENIA

NA TORZE PODEJŚCIOWYM DO PORTU ŁEBA. I tak dalej.

-Najbardziej dziwi mnie to, że to jest prawie powtórka z wypadku jachtu Rzeszowiak rok temu. Przez chwilę odłóżmy sprawę promili. Jacht wpływa do Łeby, po czym nie udaje mu się już wypłynąć w morze i robi “pomnik” w główkach. Przyczyn jest zwykle kilka- inne zafalowanie, inny poziom wody, inna trasa na podejściu (albo że jeden prowadzący coś nie przekazał drugiemu, tez możliwe).

- W weekend majowy żeglarze informowali o braku pławy podejściowej przed portem. Można to odnaleźć w internecie.  I choć nie ma to związku z głębokościami, jakoś tak przyjęło się w krajach aspirujących do pewnego poziomu cywilizacji, że podejścia do portów oznacza się pławami. (tak wiem, to nie zadanie portu, ale komuś powinno tam zależeć prawda?) A może ktoś wie ile jachtów zrobilo pomnik w tym porcie już w 2009? proszę wpisywać odpowiedzi. Gdyby się okazało, że marina w Łebie wykazuje  wyniki finansowe gorsze od zakładanych, chętnie podpowiem, co może być przyczyną.

- Lista wypadków związanych z Łebą w ogóle jest długa: pewien piękny duży drewniany jacht , który  kilka lat temu nie sprawdził że ma zanurzenie większe niż teoretyczna głębokość wejścia, pewien Cetus o nazwie zaczynającej się na B, który skończył na plaży, oraz zapewne parę innych wypadków, o których nie wszyscy zaraz muszą wiedzieć. Za każdym razem jakaś magnetyczna siła ciągnie jachty i załogi do tego miejsca. Czy naprawdę trzeba się pchać do takiego portu ? Mało jest miejsca na Bałtyku?

Nie to żebym nie lubił tego miejsca, wręcz przeciwnie piękne miasto, tylko zawsze uważałem że lepiej tam dotrzeć samochodem.

Co do promili- zdanie własne.

Każdy ma swój rozum i swoje poglądy na sprawy alkoholu, zwłaszcza na sprawę alkoholu w trakcie rejsu. Dyskusje typu ile ja mogę i czy jeden promil to dużo czy mało ucinam, bo to sprawa osobista, prawie jak polityka i kobiety. Faktem jest niestety, że  co jakiś czas morze pochłania kolejnego żeglarza u którego wykrywane są później promile. I choć dostrzegam różnicę między piwami w barze a całonocną balangą, nie jestem entuzjastą łączenia alkoholu z żaglami, bo zawsze znajdzie się ktoś kto nie zna umiaru a ja nie chcę sie zastanawiac, czy mu nie dałem przykładu.

Dodatkowo funkcja kapitana wiąże się z konkretną odpowiedzialnością zapisaną w ustawach i pomniejszych aktach prawnych. W konsekwencji rodzi się możliwość obcowania z przeróżnymi “organami”. Jest przepis, prawo jest prawem. Jak widać egzekwowalnym. Z fotoradarem też nie podyskutujesz. Jak juz koniecznie, to może warto wozić alkomat?

Comments are closed.